sobota, 22 września 2018
niedziela, 24 czerwca 2018 17:47   
JUBILEUSZOWE SOBÓTKI

Nasza miejscowa tradycja świętowania kupalnocki ma już dwadzieścia lat. W sobotę nad Stawem Górnym odbyły się „Sobótki, Janki, Wianki”.

 

To ludowa wizja świata, która ma wielowiekowe podłoże. W naszym mieście już od dwudziestu lat podtrzymywana jest przez Miejski Ośrodek Kultury.

Zastępca Burmistrza Miasta Pionki Jolanta Sarnecka – Buczek oraz Przewodniczący Rady Miasta Pionki Zbigniew Belowski rozpalając ognisko dokonali symbolicznej inauguracji folkowego wydarzenia, które w naszym mieście ma już dwadzieścia lat. „Sobótki, Janki, Wianki” mimo czasami różnych zawirowań już od dwóch dekad stoją na straży ludowej tradycji. O tradycji, ale i o historii pionkowskich „Sobótek” wspomniał Przewodniczący Rady Miasta.

- Pamiętam jak dwadzieścia lat temu wówczas jako dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury wraz z współpracownikami zastanawialiśmy się, czy taka ludowa impreza ma sens. Dziś wiem, że podjęta decyzja była jak najbardziej słuszna. Mimo rożnych przeobrażeń nasze lokalne „Sobótki, Janki, Wianki” już od dwudziestu lat wkomponowane są w pionkowski krajobraz – mówił podczas krótkiej ceremonii otwarcia Zbigniew Belowski.

Noc Świętojańska, obchodzona z 23 na 24 czerwca, zwana wcześniej Nocą Kupały, to święto nie tylko sięgające głęboko w obyczaje słowiańskie, ale zawierające też pierwiastki celtyckie, germańskie i indoeuropejskie. Obchodzone w okresie letniego przesilenia, było świętem jedności, połączenia ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety, urodzaju i płodności, miłości i radości, pełnym magii i wróżb.

Co prawda w tym roku były pewne obawy, czy „Sobótki” się odbędą, ale powodem nie były problemy organizacyjne, lecz dość kapryśna pogoda. Na szczęście w czasie pionkowskiego spotkania z tradycją ludową chociaż na kilka godzin przestało padać.

- Dwudzieste „Sobótki, Janki, Wianki” zobowiązują, a więc i pogoda podporządkowała się wieloletniej tradycji – mówiła trochę żartobliwie dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury Anna Kostrzewa.

Dziś ze specyfiki historycznych krajobrazów kulturowych pozostało nam niewiele. Dlatego tak ważne jest, aby takie przedsięwzięcia jak „Sobótki, Janki, Wianki” były kontynuowane i przypominały nam o dawno już zamierzchłych czasach. Ale zamierzchłe historie poprzez pokoleniowe przekazy winny być podtrzymywane. To współczesna cząstka naszej tożsamości. Nie powinniśmy i nie możemy o tym zapominać.

Nazwa Sobótka wzięła się natomiast z tego, że chrześcijanie chcieli włączyć kupalnockę do swojego kalendarza, ale obchodzili ją najpierw w sobotę poprzedzającą Zielone Świątki, stąd nazwa sobótka. Odpowiednie powitanie lata miało zapewnić pomyślność zbiorów, dobrą pogodę i obfitość plonów. Jednocześnie młode dziewczęta i chłopcy wróżyli sobie, jakie powodzenie w miłości przyniesie im gorące lato. Sobótkowe obrzędy musiały zaczynać się przy ognisku. Jedno większe lub kilka małych ognisk musiało być rozpalonych ze świeżego drewna, nad brzegiem rzeki lub na szczycie wzgórza.

- Nieprzerwanie od dwudziestu lat odwołujemy się do naszej tradycji i ludowych wartości. We współczesnym świecie powrót do obyczajów naszych przodków to ukłon wobec Matki Ziemi – mówiła z kolei Anna Lipska z Miejskiego Ośrodka Kultury, która nieprzerwanie od dwudziestu lad jest animatorką pionkowskich „Sobótek”. „Sobótki, Janki, Wianki” to wspólna historia Pionek, ale i znaczna część kulturalnego dorobku Anny Lipskiej. To wspólnota, która trwa i jest pewnym stałym i pewnym punktem na pionkowskiej scenie kulturalnej.

Oczywiście z naszymi „Sobótkami” nieprzerwanie związane są również inne grupy i osoby. Tak jest między innymi z seniorami z klubu „Barwy Życia”. Od dwudziestu lat towarzyszą pionkowskiej kupalnocce. Również stałym czynnikiem osobowym jest Józef Ornat, który przedstawia swoje fraszki i ballady, zawsze tematycznie związane z Nocą Świętojańską i naszym miastem. Oczywiście tak było i tym razem. Publiczność mogła, więc wsłuchać się w pieśni zespołu „Barwy Życia” oraz wysłuchać twórczego monologu Józefa Ornata.

Dziewczęta z kwiatów oraz ziół wiły piękne wianki, w środek każdego wkładały zapaloną świecę. Tak przygotowane wianki, śpiewając i tańcząc, puszczały na wodę, natomiast chłopcy czekający niżej rzeki próbowali je wyłapać.

Kupalnocka to również a może i przede wszystkim ludowe zwyczaje. To między innymi szukanie mitycznego kwiatu paproci. W tym roku trzy kilkuosobowe zespoły miały niełatwe zadanie. Jak podkreślali uczestnicy poszukiwań trasa liczyła trochę ponad pięć kilometrów i była dość męcząca. Wszystkim jednak udało się znaleźć ten magiczny kwiat. Noc Kupały to także zaplatanie wianków, które później wrzucane są do wody a także skakanie przez ognisko. Kupalnocka to w końcu żywiołowa impreza, która często wybiega poza opracowany scenariusz. Tak było i tym razem, kiedy najmłodsi, czasami kilkuletnie dzieci swym dźwięcznym głosem śpiewały piosenki. Oczywiście muzyka płynęła również ze sceny. Tam niepodzielnie królował miejscowy zespół „Sami swoi”. Zgodnie ze swoją nazwą grupa prezentowała dobrze znane utwory, przy których nogi same rwały się do tańca.

Na zakończenie jubileuszowych „Sobótek” wystąpił chorzowski teatr ognia „Nam – Tara”. Bez wątpienia był to jeden z najlepszych, najbardziej efektownych popisów ogniowych w dwudekadowej historii pionkowskiej kupalnocki. W niemalże całkowitych ciemnościach mogliśmy zobaczyć niesamowity pokaz tańca z ogniem, gdzie ogień był całkowicie podporządkowany człowiekowi.

„Sobótki, Janki, Wianki” to historyczny regionalizm, który powrócił do nas dwadzieścia lat temu i bez wątpienia powinien trwać przez długie kolejne lata. Niezależnie od zmieniającego się otoczenia, naukowego i technicznego postępu kupalnocka jest częścią każdego z nas.

(r.f.)


 

Cytat tygodnia:

"Dla pokoju trzeba ryzykować tak samo, jak w trakcie wojny...Jeśli boisz się postawić sprawę na ostrzu noża, już przegrałeś ."

 


John Dulles Foster