czwartek, 24 maja 2018
środa, 31 stycznia 2018 13:04   
PRZEDSIĘBIORSTWO JEST JEDNO. NAZYWA SIĘ MESKO S.A.

Bez możliwości produkcji nitrocelulozy w Pionkach nie będzie możliwości rozwoju i produkcji prochu w Pionkach i w Polsce. Należy to w końcu jasno i zdecydowanie powiedzieć – mówi Stanisław Głowacki.

 

- Na pewno nie pozwolę i nie dopuszczę, aby nitroceluloza była produkowana w innym zakładzie niż w Pionkach. Pionki mają odpowiednią bazę i doświadczenie przy produkcji nitrocelulozy – powiedział w rozmowie z redakcją „Nad Zagożdżonką” szef zbrojeniowej „Solidarności” Stanisław Głowacki.

Kilka dni temu w Pionkach gościł członek Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, Przewodniczący Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego i jednocześnie szef „Solidarności” w Zakładach „Mesko” Stanisław Głowacki. Redakcji „Nad Zagożdżonką” jako jedynej z lokalnych mediów udało się przeprowadzić krótką rozmowę.

„Nad Zagożdżonką” : Kilka lat temu poprzednia ekipa rządząca obiecywała czterdzieści milionów złotych na modernizację zakładu w Pionkach. Co do tej pory udało się już zrealizować?

Stanisław Głowacki: Trafnie Pan zadał pytanie, że kilka lat temu poprzednia ekipa obiecywała czterdzieści milionów. Niestety nigdy tych czterdziestu milionów nie było. Nikt nigdy tych pieniędzy nie widział. Środki, które są wręcz niezbędne na inwestycje w Pionkach to nie mityczne czterdzieści milionów, lecz znacznie i to znacznie więcej. I do tej pory wszystkie fundusze zaangażowane na modernizację zakładu w Pionkach są wygospodarowane przez „Mesko” jak również są to środki z Ministerstwa Skarbu Państwa oraz Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Staramy się pozyskać finanse z Ministerstwa Rozwoju, ale na to muszą być opracowane odpowiednie programu a takich szczegółowych programów na razie nie ma.

Jakie do tej pory środki, mówię tu o ostatnich trzech, czterech latach wydatkowano na modernizację zakładu zbrojeniowego w naszym mieście?

Na pewno było to mniej niż pierwotnie zakładano. Mówiąc dość realistycznie można stwierdzić, że była to suma nie większa niż dwadzieścia milionów złotych. Jednocześnie należy podkreślić, że tylko według pierwszych danych szacunkowych kwota ta powinna wynosić już około trzydziestu czterech milionów złotych.

Kilkanaście dni temu Inspektorat Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej poinformował naszą redakcję i my dość obszernie informowaliśmy Czytelników, że istnieją pewne problemy z niektórymi rodzajami amunicji 120 mm, która produkowana jest w Pionkach. W czym tkwi problem?

Potwierdzam tę informację. Ale w sumie dla nas jest to dość oczywiste, jeżeli zdajemy sobie sprawę co działo się w pionkowskim zakładzie w ostatnich latach. Należy przypomnieć, że w Pionkach na ogół ćwiczono albo program dobrowolnych odejść pracowników albo grupowe zwolnienia, bądź co gorsza przygotowanie do upadłości. Była tu walka raczej o przetrwanie zakładu a nie o nowoczesną i stabilną produkcję. Ponadto zamówienia były iluzoryczne, które nie gwarantowały ciągłości produkcji.

Uważa Pan, że zamówienie z 2014 roku opiewające na dwieście czterdzieści milionów złotych było iluzoryczne? Przecież to sztandarowa amunicja 120 mm.

Owszem muszę się z Panem zgodzić. Zamówienia były, lecz realizacja po wielu latach przerwy produkcyjnej to już inny równie poważny problem. Jednocześnie należy zaznaczyć, że była deklaracja zamówienia, ale wprowadzono też znaczne cięcia w budżecie państwa a przypominam, że mówimy tu o 2014 roku i w końcowym efekcie pieniędzy na te zamówienia nie było. Kilka la temu przejęcie zakładu w Pionkach przez „Mesko” tak naprawdę uratowało zakład w Pionkach. Powiedzmy to jasno. Zbrojeniówka w Pionkach była niemalże doprowadzona do granic bankructwa. Od chwili przejęcia przez „Mesko” trwa proces odtwarzania możliwości produkcyjnych w pionkowskim zakładzie. Niestety nie jest to zadanie łatwe ani szybkie do wykonania. Pionki ponownie nabywają wytwórczych kompetencji w obszarze produkcji zbrojeniowej. Również należy powiedzieć, że amunicja 120 mm jest nieporównywalna do amunicji, która była produkowana w standardzie postradzieckim w ramach Układu Warszawskiego. To zupełnie nowa generacja. Przyznaję, że mieliśmy i w dalszym ciągu mammy pewne problemy techniczne, które staramy się pokonać. Cała produkcja amunicji 120 mm nie była do końca przez nas dopracowana. Nie uciekamy ani nie ukrywamy problemów.


Nasza amunicja pokdalibrowa opiera się głównie na rozwiązaniach stosowanych w amunicji DM 33A1 z końca lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, gdzie Niemcy do takich samych czołgów używają już amunicji DM 63A1 a prowadzą już prace nad wprowadzeniem jeszcze nowszej amunicji. To przecież olbrzymie opóźnienie cywilizacyjne. Nie będą mówił tu o przebijalności RHA, niektórzy decydenci dalej twierdzą, że tajemnica. Nie będę wyprowadzał ich z błędu.

Oczywiście są pewne opóźnienia technologiczne. Ale aby dojść do sedna sprawy ponownie musimy cofnąć się do lat minionych. Przez wiele lat był przecież niemalże całkowity impas i zastój technologiczny. Spowodowało to, że utraciliśmy niemalże w całości kompetencje w zakresie wytwarzania nowoczesnej amunicji. Może nie jesteśmy opóźnieni o trzydzieści lat, takie stwierdzenia nie mają żadnego pokrycia i uzasadnienia. Ale na pewno jesteśmy opóźnieni i my dzisiaj również w Pionkach staramy się nadrobić utracony czas. Całe „Mesko” także i Pionki pracują dwa razy szybciej praktycznie w każdej dziedzinie. Trzeba także uczciwie powiedzieć, że Niemcy, czy też inny kraj, który posiada zdolność produkcji nowoczesnej amunicji 120 mm nie jest skłonny do przekazania swoich doświadczeń i kompetencji. Oczywiście oni gotowi są pozyskać wielomilionowe polskie kontrakty i dostarczyć nowoczesną amunicję, ale produkcja będzie odbywała się w ich macierzystych zakładach i to ich pracownicy będą mieli zagwarantowane zatrudnienie. To ich interes a nasz interes to dwie rozbieżne sprawy, których nie sposób połączyć. My musimy dbać o swój przemysł zbrojeniowy. Może nie bez pewnych kłopotów, ale należy do podkreślić, że my wdrożymy do produkcji nowoczesną amunicję, która będzie wytwarzania tu w Pionkach.

 

Stanisław Głowacki.

Nasza zbrojeniówka „Mesko” S.A Oddział w Pionkach to jednak nie tylko sama amunicja. To również prochy nitrocelulozowe. A do tego rodzaju prochów niezbędna jest nitroceluloza. Obecnie sprowadza się ją z zagranicy w tych z Czech. Czy nie należy odtworzyć produkcji nitrocelulozy w Pionkach? To przecież podstawa naszych prochów.

Oczywiście. Ta kwestia nie podlega żądnej dyskusji. Bez możliwości produkcji nitrocelulozy nie możemy mówić o produkcji nowoczesnych prochów w Pionkach i Polsce. Trzeba to jasno i wyraźnie powiedzieć. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wiąże się to z olbrzymimi nakładami finansowymi, ale takie działania są niezbędne. Niestety w dalszym ciągu istnieje pogląd u niektórych decydentów, że najlepiej to wszystko kupić za granicą. Ale my wówczas ograniczymy się tylko do dostarczyciela pieniędzy, które zostaną przetransferowane do innych państw. Dlatego prowadzimy modernizację w Pionkach. Stopniowo, powoli, ale systematycznie. Zaznaczam, że kolejnym etapem modernizacji w Pionkach po już przeprowadzonej modernizacji prochów będzie linia do produkcji nitrocelulozy. Pragnę, aby to zostało mocno wyartykułowane, że nie pozwolę i na pewno nie dopuszczę, aby nitroceluloza była produkowana gdziekolwiek indziej niż w Pionkach. Pionki mają odpowiednie kompetencje podparte wieloletnią tradycją i to w Pionkach powinna być produkowana nitroceluloza i zrobię wszystko, aby tak było.

Czy prawdą jest, że podczas procesu zakupu śmigłowców Caracal rozmawiano również o offsecie, który obejmował technologię produkcji nowoczesnych prochów w Pionkach?

Rozmawiano o wielu kwestiach. Ale przede wszystkim rozmawiano nie tylko o kwestii zakupu tych helikopterów dla naszej armii, ale również i to jest bardzo ważna informacja przejęcia polskiego przemysłu zbrojeniowego przez Airbusa. W związku z tym, jeżeli ktokolwiek miał takie nadzieje, że z tym zakupem nastąpi rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego to był w wielkim błędzie. Gdyby ten kontrakt doszedł do skutku to moglibyśmy mówić o likwidacji polskiej zbrojeniówki.

W 2000 roku zbankrutował „Pronit”. Nikt nie odpowiedział za ten upadek. Czy nie można było tego zakładu uratować?

Podzielam pogląd, że „Pronit” można było uchronić przed bankructwem. To był ogromny błąd. Niestety Pionki nie miały szczęścia do ludzi, którzy zarządzali tym zakładem. Niestety, ci którzy dotychczas zajmowali się tą firmą zajmowali się nie tym co potrzeba w kontekście produkcji zbrojeniowej. Wiem, że są to dość gorzkie słowa, ale taka jest moja ocena sytuacji. Chcieli sprzątać pod łóżkiem, kiedy płonął cały dom. Przecież widzimy, że straty są nie tylko finansowe, ale również i moralne. Co stało się z ludźmi zwolnionymi z zakładu? Doświadczenie ludzi i nabyte przez nich kompetencje zostały bezpowrotnie zmarnowane. Gdyby kilka lat temu „Mesko” nie wzięło Pionek to już w tym mieście nie byłoby zbrojeniówki.

„Pronit” upadł, ale częściowo główna kadra zarządzająca w tym ówczesny prezes był z „Meska” w Skarżysku chociaż wówczas były to dwa odrębne podmioty o niemalże równym statusie gospodarczym i zbrojeniowym.

Odpowiem tak. Gdyby ten prezes był dobry to na pewno zostałyby w macierzystym „Mesko” w Skarżysku.

Niestety czasami pojawiają się niepokojące informacje, że produkcja amunicji 120 mm może zostać przeniesiona z Pionek do innego zakładu.

To zwykła plotka. Należy uspokoić mieszkańców Pionek i pracowników „Mesko” w Pionkach, że nie ma mowy o przeniesieniu produkcji amunicji 120 mm do innego zakładu. Jeżeli już coś ma zostać zlikwidowane to na pewno nie w Pionkach. Nikt na pewno nie ma takich zamiarów.

Czyli jaka przyszłość czeka naszą lokalną zbrojeniówkę?

Na pewno będą inwestycje, na pewno będzie rozwój. Będą też przyjęcia nowych pracowników. Uczynimy wszystko, aby Pionki ponownie były prężnym ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego jak to było wiele lat temu.

Mówimy o rozwoju a jednocześnie zapominamy o infrastrukturze, która była nierozerwalnie związana z naszą zbrojeniówką. Mam tu na myśli sprzedaż pięknego budynku dawnej dyrekcji PWP a później „Pronitu”? Czy „Mesko” aż tak bardzo potrzebowało gotówki?

Nasze stanowisko, jeżeli chodzi o związek „Solidarność” odnoście sprzedaży tego budynku było jednoznacznie negatywne. Uważamy tę decyzję za błędną i za mało odpowiedzialną. Być może środki uzyskane ze sprzedaży tego obiektu prawdopodobnie zostały już przejedzone przez późniejszą dzierżawę. Być może u podstaw takiej decyzji leżała obawa, że budynek zostanie objęty opieką konserwatora zabytków. Moim zdaniem ogólna sytuacja w „Mesko” nie determinowała do tego, aby sprzedać ten budynek.

Na początku grudnia ubiegłego roku pojawiła się informacja, że „Mesko” poniesie znaczną stratę finansową między innymi w związku z problemami produkcyjnymi i dostawami amunicji 120 mm. O tym, że może wystąpić strata finansowa mówić również Polska Grupa Zbrojeniowa.

W ogóle jestem tą sytuacją mocno zaskoczony. Co prawda produkcja zbrojeniowa ma swoją specyfikę, to nie jest wytwarzania papieru, ale jednocześnie cała grupa „Mesko” miała dużą sprzedaż. Cóż więc takiego mogło się zdarzyć? Dlaczego przy sprzedaży około pięćset milionów złotych mówić o tym, że się osiągnie ujemny wynik finansowy jest chyba jakimś nieporozumieniem. Czy to oznacza, że ten zarząd, który kieruje tym zakładem do tego się nie nadaje? A może oni natychmiast powinni zostać odwołani? Jak się zachowa właściciel, ale uważam, że takie decyzje powinny zostać podjęte. Jednocześnie nie sądzę, aby po ostatecznych analizach wynik finansowy na koniec ubiegłego roku był bardzo ujemy. Ale jednocześnie faktem jest, że od 2007 roku „Mesko” nigdy nie odnotowało żadnych strat. Zawsze był zysk.

Czyli ta ewentualna strata będzie zawiniona przez zakład w Pionkach?

Absolutnie nie przez Pionki. Nie można tak mówić. Jeżeli już to przez złe zarządzanie. Ale nie przez Pionki.

Ale przez złe zarządzanie w Pionkach, czy w Skarżysku?

Przedsiębiorstwo jest jedno. Nazywa się „Mesko” S.A.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Ze Stanisławem Głowackim, członkiem Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, szefem sekcji zbrojeniowej związku oraz szefem „Solidarności” w „Mesko” S.A. rozmawiał ROMAN FIDO

 

Cytat tygodnia:

"Dla pokoju trzeba ryzykować tak samo, jak w trakcie wojny...Jeśli boisz się postawić sprawę na ostrzu noża, już przegrałeś ."

 


John Dulles Foster