poniedziałek, 28 września 2020
wtorek, 21 stycznia 2020 22:46   
Pożar składowiska odpadów

Pożar składowiska odpadów

W nocy z 17 na 18 stycznia na terenie byłych zakładów Pronit w Pionkach wybuchł pożarł składowiska odpadów po nieistniejącej już firmie Bomax. W kluczowym momencie blisko 50 jednostek straży pożarnej i ok. 200 strażaków państwowych i ochotników brało udział w gaszeniu pożaru.

Przyczyną pożaru było najprawdopodobniej podpalenie do którego przyznał się 45-letni mieszkaniec Pionek, który zeznał, że wzniecił ogień przy użyciu zapalniczki. Kiedy po godz. 2:00 w nocy na miejscu pojawiły się pierwsze zastępy straży składowisko płonęło w kilku miejscach. Sztab kryzysowy natychmiast utworzony przez burmistrza Pionek oraz będący na miejscu zdarzenia pracownicy zakładów Mesko podjęli decyzję aby w pierwszej kolejności gasić płonącą część od strony magazynów tych zakładów ponieważ znajdowało się tam kilkanaście ton różnego rodzaju materiałów wybuchowych – poinformował Robert Kowalczyk radnych miejskich na posiedzeniu komisji w dniu 20 stycznia. Władze miasta bardzo szybko zorganizowały także transport, który umożliwiłby opróżnienie magazynów.

Pożar składowiska odpadów

Dodatkowo postawiono w stan najwyższej gotowości placówki miejskie oraz pracowników. Przygotowano miejsca dla mieszkańców po ewentualnej ewakuacji z lokali mieszkalnych. Szpital oraz przychodnie czekały w gotowości na osoby poszkodowane, których na szczęście nie było i nikogo w związku z pożarem nie trzeba było hospitalizować.

Prywatni przedsiębiorcy włączyli się ze swoim ciężkim sprzętem do przerzucania około 3 000 ton odpadów, głównie plastiku, aby umożliwić strażakom wygaszenie każdego zarzewia ognia. W kulminacyjnym momencie gaszenia pożaru brało udział ok. 50 jednostek straży pożarnej dla której zabrakło hydrantów dostępnych na terenie Pronitu, a ponieważ samą wodą nie dało się ugasić płomieni, strażacy podjęli natychmiastową decyzję o stłumieniu ognia aktywną pianą do której wygenerowania potrzebne są ogromne ilości wody. Najbliższym miejscem skąd można było bez ograniczeń czerpać wodę z pominięciem ujęcia wody pitnej dla mieszkańców, był Staw Górny w Pionkach. Strażacy przy użyciu półtorakilometrowego węża czerpali wodę prosto ze stawu, aby generować aktywną pianę. I choć był to najlepszy sposób na stłumienie ognia, to z hałdy tlących się odpadów do atmosfery trafiały lotne związki, które mogłyby skazić powietrze. Na miejscu pracowały już dwa laboratoria mobilne, jedno PSP z Warszawy, drugie należące do WIOŚ, które monitorowały stan powietrza przez wiele godzin na terenie miasta oraz gmin ościennych. Nie wystąpiło żadne skażenie powietrza, choć odór z płonącego składowiska śmieci unosił się nad całą okolicą. Burmistrz miasta zalecił mieszkańcom pozostanie w domach i nieotwieranie okien. Media na bieżąco podawały komunikaty, a pracownicy ekoPionki (administratora wspólnot mieszkaniowych) oraz pionkowskich spółdzielni mieszkaniowych ruszyli w teren, aby na każdej klatce schodowej i na ulicach z posesjami prywatnymi wywiesić komunikat o zagrożeniu.

W chwili trwania pożaru, a także już po jego ugaszeniu w niedzielę ok. godz. 15:00 stan powietrza w Pionkach i okolicy nie zagrażał zdrowiu mieszkańców. Nie zostało również skażone ujęcie wody znajdujące się na terenie byłych zakładów Pronit. Pracownicy miejskiej spółki PWKC zabezpieczyli także sieć kanalizacyjną w rejonie pożaru, którą do oczyszczalni ścieków mogłyby trafić trujące związki chemiczne.

Akcja gaśnicza na terenie Pronitu trwała od soboty w nocy do poniedziałkowego popołudnia, bo choć strażacy ogień ugasili, to na miejscu pozostała jednostka monitorująca bieżącą sytuację. Sprawca podpalenia składowiska został zatrzymany w sobotę, następnego dnia prokuratura postawiła mu zarzuty umyślnego podpalenia, a w poniedziałek o godz. 13:00 sąd zadecydował o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztu.

Pożar składowiska odpadów

Burmistrz poinformował radnych, że w sprawie firm zajmujących się składowaniem i utylizacją odpadów podjęto przez lata szereg działań zmierzających do poprawy sytuacji i nadal miasto Pionki walczy z kilkoma firmami, które ulokowały się na naszym terenie. Niestety obowiązujące przepisy zezwalały na instalowanie takich składowisk, a w efekcie cierpią mieszkańcy.

Działka na której doszło do pożaru oraz zgromadzone na niej odpady nie są własnością miasta. Firma Bomax odkupiła działkę od syndyka masy upadłościowej Pol-Plast i przez kilka lat prowadziła na niej działalność związaną z utylizacją głównie plastiku. Później spółka Bomax i Bomax Bis ogłosiły upadłość, a sąd wyznaczył syndyka masy upadłościowej. Działkę trudno sprzedać gdyż zalega na niej kilka ton odpadów. W dniu 3 stycznia władze miasta Pionki zwróciły się do komisarza sądowego o pomoc w zabezpieczenie tego terenu  i zanim przyszła jakakolwiek odpowiedź doszło do pożaru składowiska.

Pożar składowiska odpadów

Na terenie Pronitu znajduje się jeszcze jedna firma, która składuje różnego rodzaju odpady dużo bardziej niebezpieczne niż te, które w części spłonęły. O zaprzestanie działalności i uprzątnięcie terenu miasto prosi różne instytucje od lat, ale problem jest bagatelizowany. Działka znajdująca się w bezpośrednim sąsiedztwie bloków mieszkalnych również jest własnością prywatną, a miasto nie jest stroną w sprawie, tak samo jak w przypadku firmy Bomax.

W sprawie możliwości popełnienia przestępstwa przez firmę Bomax miasto złożyło zawiadomienie do prokuratury, ale zostało ono umorzone. Nikt nie widział problemu w tonach zmagazynowanego plastiku i innych odpadów, które na przestrzeni ostatnich lat były tam sukcesywnie podrzucane, a proceder monitorowany przez miejskich urzędników, którzy alarmowali wszystkie możliwe instytucje, ale bezskutecznie ponieważ działka i jej zawartość, to własność prywatna.

 

Cytat tygodnia:

"Dla pokoju trzeba ryzykować tak samo, jak w trakcie wojny...Jeśli boisz się postawić sprawę na ostrzu noża, już przegrałeś ."

 


John Dulles Foster